Mały Eddie i Cztery Łapy sprawiedliwości

Tytuł: Mały Eddie i Cztery Łapy Sprawiedliwości
Odcinek 1: „Zaginiona parówka z indyka”
Postacie:
  • Mały Eddie (9 lat) – Nosi za duży prochowiec i stary kaszkiet. Mówi z powagą jak dojrzały detektyw z filmów z lat 40., choć zamiast whisky pije kakao.
  • Murzynek – Najstarszy york. Cyniczny gliniarz na psiej emeryturze. Ciągle narzeka na reumatyzm i współczesną młodzież.
  • Maja – York-mózg operacji. Zorganizowana, ironiczna. Bez niej faceci w tej grupie nie trafiliby do własnej miski.
  • Balu – York-obżartuch. Ma wielkie serce, ale jeszcze większy żołądek. Myśli tylko o jedzeniu.
  • Kajtek – Najmłodszy york. Narwany, pełen energii, uważa się za psa obronnego (mimo że waży 2,5 kg).

Scena 1: Pokój Eddiego / Biuro Detektywistyczne – Noc
(Wnętrze)
Za oknem leje deszcz. Światła neonów z wielkiego, ponurego miasta odbijają się w szybach. Pokój Eddiego wygląda jak biuro detektywa – biurko z lampką, sterty komiksów i tablica korkowa ze zdjęciami... zaginionych zabawek.
Eddie (9 lat) siedzi w fotelu, kręcąc w dłoni plastikową lupą. Pod jego biurkiem, na luksusowych poduszkach, leżą cztery yorki.
EDDIE (NARRATOR)
(głos z offu, głęboki i dramatyczny)
To miasto nigdy nie śpi. A jeśli śpi, to tylko dlatego, że ktoś dosypał mu coś do mleka. Nazywam się Eddie. Mam dziewięć lat i trzy zęby mleczne z przodu. To podłe miasto bezprawia potrzebowało kogoś, kto zaprowadzi tu porządek. Kogoś... i jego watahy.
Nagle do pokoju wpada Kajtek, ślizgając się na panelach. Szczeka piskliwie, ale z wielką wściekłością.
KAJTEK
(napis na ekranie / tłumacz szczekania)
Szefie! Mamy kryzys stulecia! Ktoś naruszył nienaruszalność naszej strefy żywicielskiej!
MURZYNEK
(nie otwiera oczu, leżąc na boku)
Młody, zamknij pysk. Jest trzecia w nocy. Jedyny kryzys, jaki teraz widzę, to brak wolnych miejsc na kanapie.
MAJA
(wzdycha, poprawiając różową obrożę)
Murzynek, wstawaj. Kajtek ma rację. Sprawdzałam lodówkę. Ktoś bezczelnie, z zimną krwią... gwizdnął ostatnią parówkę z indyka. Tę z obniżoną zawartością tłuszczu.
Balu nagle siada na równe nogi. Jego oczy robią się wielkie jak pięciozłotówki. W kąciku pyszczka pojawia się ślina.
BALU
(przerażony)
Jak to... nie ma parówki? Przecież to był mój plan na śniadanie! To nieludzkie! To nieludzkie, mówię wam!
Eddie wstaje z fotela, poprawia kaszkiet i podchodzi do tablicy. Bierze czerwony marker.
EDDIE
Spokojnie, chłopcy. I ty, Maja. W tym domu nic nie dzieje się bez przyczyny. Zniknięcie parówki to nie przypadek. To podpis. Ktoś rzucił nam rękawicę. Albo raczej... skórzany kapeć.
Eddie przypina na tablicy zdjęcie... grubego, rudego kota sąsiadów (Garfielda-amatora).
EDDIE
Mamy podejrzanego. Rudy Pazur z drugiego piętra. Widziano go wczoraj przy śmietniku. Miał podejrzanie tłusty wąs.
MURZYNEK
(stęka, wstając z poduszki)
Rudy Pazur? Ten psychol? Szefie, on waży osiem kilo. Jak na niego szczekam, to on nawet nie mruga, tylko patrzy na mnie jak na przystawkę. Wchodzę w to tylko wtedy, jeśli dostanę zaliczkę w kabanosach.
Scena 2: Apartamentowiec „Złote Tarasy” – Noc
(Wnętrze – Salon Prezesa)
Środek nocy. Pomieszczenie tonie w mroku, przecinanym jedynie przez czerwone lasery systemu alarmowego. Na środku salonu stoi pancerna, szklana gablota. W środku powinna być „Gwiazda Północy” – najdroższy, legendarny diament świata, warty 50 milionów dolarów.
Gablota jest nienaruszona. Lasery działają. Czujniki ruchu są włączone. Ale diamentu... nie ma w środku. Zniknął.
Eddie, Murzynek, Maja, Balu i Kajtek stoją przed gablotą. Eddie patrzy przez lupę, a Maja analizuje kody na swoim małym psim tablecie.
EDDIE
(głos z offu, głęboki szorstki monolog)
Pancerne szkło z domieszką tytanu. Trzydzieści dwa czujniki nacisku w podłodze. Lasery, które pocięłyby cię na plastry szybciej niż szef kuchni w japońskiej restauracji. A jednak... gablota jest pusta. Złodziej nie zostawił ani jednego śladu.
MURZYNEK
(wącha krawędź gabloty, kicha głośno)
Zostawił, szefie. Pachnie drogimi francuskimi perfumami i... lękiem. Ludzkim lękiem. Albo po prostu prezes zapomniał użyć dezodorantu, jak odkrył, że jest bankrutem.
KAJTEK
(biega jak szalony między laserami, niemal ich dotykając)
Ja bym to rozbił! Po co kombinować? Głową w szkło i bierzemy co nasze!
MAJA
(nie podnosząc wzroku znad tabletu)
Kajtek, twój mózg ma wielkość orzeszka ziemnego, więc ci wyjaśnię: gdyby ktoś rozbił szkło, alarm wyłby głośniej niż ty, kiedy weterynarz wyciąga termometr. System pokazuje, że gablota NIE została otwarta. Diament po prostu przestał istnieć w środku o godzinie 23:45.
BALU
(siedzi na dywanie i patrzy na sufit)
Ej, a może ten diament był zrobiony z lodu i się roztopił? Ja kiedyś schowałem kostkę lodu pod dywan i też zniknęła. Magia.
EDDIE
(kuca przy podłodze, gładzi podbródek)
To nie magia, Balu. To fizyka. Albo bardzo sprytny trik. Spójrzcie na lasery. Przechodzą przez gablotę. Jeśli złodziej nie mógł wejść do środka... to znaczy, że diament musiał opuścić gablotę inną drogą.
Eddie nagle dostrzega coś na samej górze pancernej gabloty. Malutki, okrągły otwór wentylacyjny o średnicy zaledwie... pięciu centymetrów.
EDDIE
Maja, czy system alarmowy w wentylacji zanotował jakiś ruch?
MAJA
(klika szybko łapką w ekran)
Czysto. Czujniki w rurach są skalibrowane na obiekty powyżej jednego kilograma. Wszystko co lżejsze jest ignorowane jako „kurz”.
EDDIE
(uśmiecha się szeroko pod kaszkietem)
Kurz nie kradnie diamentów za 50 milionów. Mamy do czynienia z kimś bardzo małym, bardzo lekkim i niesamowicie sprytnym.
MURZYNEK
(wzdycha ciężko, patrząc na swoje łapy)
Tylko mi nie mów, szefie, że to robota tresowanej myszy-ninja. Mam za słabe serce na pościgi w rurach kanalizacyjnych.
Scena 3: Korytarze wieżowca / Wind – Noc
(Wnętrze)
Eddie i cztery yorki idą gęsiego przez sterylnie czysty, marmurowy korytarz 40. piętra. Murzynek idzie na przedzie z nosem przyciśniętym do ziemi. Wygląda jak włochaty odkurzacz. Tuż za nim Maja z tabletem, Kajtek gotowy do walki z cieniem i Balu, który idzie z zamkniętymi oczami, bo tak lepiej skupia się na zapachach.
EDDIE
(głos z offu)
W tym fachu musisz ufać swoim ludziom. Albo w tym przypadku – ich nosom. Cztery miliony receptorów węchowych zamkniętych w ciele wielkości bochenka chleba. Jeśli ten zdrajca użył francuskich perfum, dla moich chłopców pachnie to głośniej niż syrena strażacka.
Murzynek nagle zatrzymuje się przy luksusowych, szklanych drzwiach windy. Wącha framugę i kicha tak mocno, że aż cofa go o krok.
MURZYNEK
(kręci głową)
Szefie, trop prowadzi w górę. I to wysoko. Zapach robi się tak gęsty, że zaraz zaczną mi łzawić oczy. Francuska lawenda zmieszana z... egoizmem.
KAJTEK
(skacze na panel windy, uderzając łapą w przycisk)
Góra! Jedziemy na dach! Tam zawsze ukrywają się najgorsi złoczyńcy! Słyszałem to w telewizji!
Wind podjeżdża z cichym dźwiękiem. Drzwi się otwierają. Wszyscy wchodzą do środka. Na panelu z piętrami świeci się tylko jeden, najwyższy przycisk: „Penthouse Prezesa – Piętro 50”.
MAJA
(patrzy na ekran tabletu)
To dziwne. Dostęp na 50. piętro ma tylko sam Prezes i jego osobisty asystent. Winda wymaga skanu linii papilarnych.
Eddie wyciąga z kieszeni prochowca małe, gumowe stworzenie – sztuczną, lepką łapkę z automatu za dwójkę.
EDDIE
Dla zwykłego śmiertelnika tak. Ale Prezes zostawił swój odcisk na szklance z whisky w salonie na dole.
Eddie przykleja gumową zabawkę (na której jest zabezpieczony odcisk) do czytnika windy. Winda rusza w górę z cichym szumem.

Scena 4: Penthouse Prezesa – Noc
(Wnętrze)
Drzwi windy otwierają się bezpośrednio w gigantycznym, luksusowym mieszkaniu. Wszędzie stoją nowoczesne rzeźby, a przez szklane ściany widać panoramę całego, pogrążonego w mroku miasta.
Zapach perfum jest tu niesamowicie silny. Ale jest tu coś jeszcze – ciche, rytmiczne „Chrup... chrup... chrup”.
Nasi detektywi skradają się za wielką, skórzaną kanapę. Eddie wychyla się i patrzy przez lupę.
Na środku ogromnego dywanu z niedźwiedzia siedzi... Prezes holdingu, ubrany w jedwabny szlafrok, pachnący lawendą. W ręku trzyma miskę z popcornem. Ale to nie on chrupie.
Obok niego, na złotym stoliku kawowym, siedzi malutka, ubrana w miniaturowy, czarny kombinezon ze sprzączkami... Małpka kapucynka. W swoich malutkich łapkach trzyma zaginioną „Gwiazdę Północy” i... bezczelnie obgryza z niej resztki karmelu, którym diament był wysmarowany.
PREZES
(mówi do małpki, głaszcząc ją po głowie)
Dobry chłopak, Charlie. Genialna robota. Policja myśli, że to technologia stealth, a ubezpieczalnia zaraz wypłaci mi 50 milionów. Jesteś najlepszym wspólnikiem, jakiego miałem.
BALU
(szeptem zza kanapy, zszokowany)
O rany... ten diament był jadalny? Dlaczego nikt mi nie powiedział?!
MURZYNEK
(cicho parska)
Mówiłem, że to wewnętrzna robota. Prezes sam siebie okradł, żeby wyłudzić kasę. Klasyka gatunku. Obrzydliwe.
KAJTEK
(wystawia głowę, jeżąc sierść)
Szefie, daj mi minutę. Ta wiewiórka na sterydach w czarnym wdzianku pożałuje, że w ogóle tknęła ten diament!


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tajemnice Sąsiadów

List do syna